Blog
Historia jednej fotografii - część 1
Demonstracja 1 maja 1983 zgromadziła kilkutysięczny tłum zwolenników Solidarności na Starym Mieście w okolicach Katedry. Kiedy ZOMO zaczęło spychać demonstrantów w kierunku Katedry, wbiegłem z kilkoma osobami na klatkę vis a vis kościoła aby z bocznego okna I piętra rozpocząć rejestrację ataku ZOMO na demonstrujących . Większość ludzi próbowała się schronić w Katedrze, ale przed wejściem powstał zator. Część demonstrujących próbowała uciec bocznymi uliczkami. Za nimi rzucili się w pościg zomowcy, brutalnie bijąc pałami gdzie popadło.I wtedy zobaczyłem, że jednego z demonstrantów dopadło czterech zomowców brutalnie bijąc go pałami, a dwóch innych biegło im pomóc w tej masakrze. Żeby dobrze sfotografować tą sytuację otworzyłem okno i wychyliłem się z aparatem.
Ale Wy o tym doskonale wiecie...
Jeden z monopolistów na rynku prasowym, wydawnictwo posiadające sporą część poczytnych tytułów, narzuciło, bez negocjacji, agencjom zajmującym się sprzedażą zdjęć nowy cennik ich zakupu. Nie muszę chyba pisać, że dla agencji zmiany te były bardzo niekorzystne. Do tego nie wszyscy potraktowani byli jednakowo.Części "zaproponowano" większe stawki za publikacje innym mniejsze. Efekt był taki, że na codzień nie zawsze uczciwie konkurujące ze sobą agencje, postanowiły spotkać się i wypracować wspólne stanowisko przeciwko monopolistycznym zapędom wydawnictwa. Nie jestem upoważniony do tego by pisać o efektach tego spotkania. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że w całej tej sprawie nie uwzględniono interesów fotoreporterów, mimo, że zarówno wydawnictwo jak i agencje, żywią się ich pracą i to przedstawiciele fotografów powinni być stroną w negocjacjach. Tu kłaniam się niedawno powstałemu związkowi zawodowemu, który w takich sprawach powinien stanowczo walczyć o godziwe stawki.
Głos Wkurzonego...
Jest Was (Nas) sporo, kolegów i koleżanek. Macie wiele spraw do załatwienia. Niskie wierszówki, zwolnienia z pracy, poniżanie w rozmaitych sytuacjach, ale co robimy? Robimy przede wszystkim to, że działamy destrukcyjnie na rzecz naszego środowiska.
Po jednym z ostrych...
Dawno, dawno temu, za czasów kliszy, w zakładzie fotograficznym można było usłyszeć, zwłaszcza po wakacjach, tego typu zamówienia: "Proszę wywołać i zdjęcia po jednym z ostrych". Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że kilka dni temu fotoedytor wysłał właśnie takie zamówienie: "po jednym z ostrych"...



