Blog Blog
Po jednym z ostrych...
Dawno, dawno temu, za czasów kliszy, w zakładzie fotograficznym można było usłyszeć, zwłaszcza po wakacjach, tego typu zamówienia: "Proszę wywołać i zdjęcia po jednym z ostrych". Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że kilka dni temu fotoedytor wysłał właśnie takie zamówienie: "po jednym z ostrych"...
W zeszłym tygodniu odbył się turniej piłki ręcznej z udziałem reprezentacji Polski. Jedna z agencji fotograficznych potraktowała te zawody niezwykle poważnie, przeciwko nasze kadrze, złożonej z siedmiu szczypiornistów wystawiła swoją ekipę - 11 (słownie: jedenastu) fotoreporterów. Otóż serwis agencji, ograniczę się tylko do zdjęć trenera, dzięki dzielnej pracy owej jedenastki wzbogacił się o 105 (sic!) kadrów z podobizną selekcjonera. Takie wyścigi to prosta droga do upadku zawodu fotoreportera. Zawołanie Zagłoby: "Kupą Mości Panowie" z gruntu dobre i słuszne, tu akurat zostało niefortunnie zastosowane. Szkoda, że w sprawach istotnych dla fotoreporterów trudno o takie pospolite ruszenie
Parę dni temu wśród fotoreporterów krążył link do bloga, na którym można przeczytać analizę rynku fotoreporterów. W związku z tym, że autor działa na wielu polach jako: photographer/photojournalist, photoeditor, lead designer/graphic department manager to może nie wiedzieć, że jego tekst nie jest oryginalny. No, może poza dość wulgarnym językiem. Jest to kolejna wypowiedź pełna żalu i frustracji, która kompletnie nic nie wnosi. Bloger kończy swój wpis odezwą: "Fotografowie! Weźcie się w garść! Jesteście ostatnią darmową grupą zawodową i jak się sami nie postawicie to cały czas będziecie kowalami darmowego sukcesu wątpliwych biznesmeno-artystów." I ma rację!!!
Od kilku lat działa Klub Fotografii Prasowej przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, parę miesięcy temu powstała sekcja dla fotoreporterów w Związku Zawodowym Twórców Kultury, obecnie rodzi się Press Club dla dziennikarzy (a fotoreporterzy to przecież dziennikarze). Wszystkie te organizacje zrzeszają zawodowców i stawiają sobie za cel lepsze jutro polskiej fotografii prasowej. I tu okazuje się, że o wiele łatwiej narzekać i krytykować niż przyłożyć rękę pro publico bono.
Pracy jest wiele i każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Szykują się nowelizacje prawa prasowego oraz prawa autorskiego. To zadania głównie dla związku zawodowego, do którego warto się zapisywać i proponować pomoc. Podobnie zachęcam do wstępowania do Klubu Fotografii Prasowej. Tylko liczne i silne przez swoje reprezentacje grupy mają realną szansę działać skutecznie. W trakcie wykonywania naszego zawodu poznajemy specjalistów wielu dziedzin. Na pewno są wśród nas tacy, którzy znają prawników specjalizujących się w prawie prasowym i autorskim. Ich pomoc będzie dla nas bardzo cenna, nie tylko przy nowelizacjach prawa. Dla wielu z nas spotkanie z prawnikiem będzie okazją do poznania swoich praw. Warto także dowiedzieć się jakie obowiązki względem autorów mają Wydawcy. Wielu z nas ma znajomych za granicą. Nie trzeba"odkrywać prochu" kiedy na świecie są już sprawdzone metody działania. Skorzystajmy z ich mądrości. Warunki naszej pracy na wielu polach ulegają pogorszeniu (koncerty, konferencje i pokazy prasowe, praca na stadionach i halach sportowych). Protest czy wniosek o poprawę stanu rzeczy podpisuje 5 czy 10 fotografów i pozostaje on zazwyczaj bez odpowiedzi. A jeżeli podpis złoży Prezes Związku/Klubu reprezentujacego kilkuset autorów? Osobny temat to weryfikacja zawodowców przy rozdziale akredytacji fotoreporterskich. Ile razy się zdarza, że laborant z labu czy fotoedytor dostaje akredytacje kosztem fotoreportera, dla którego jest to podstawowe źródło utrzymania. Podobnie z koncernami, które chcą nam pomagać. Mowa tu o producentach, tak drogiego, sprzętu fotograficznego. Wielu z nich jest przychylna zawodowcom, z prostej przyczyny: jesteśmy wiarygodnymi słupami ogłoszeniowymi. Ale aby podjąć rozmowy w celu wynegocjowania korzystnych warunków dla obu stron, musimy stanowić zorganizowane środowisko.
Jeżeli nie zaczniemy działać będziemy w coraz większym gronie, z tanim (czytaj słabym) sprzętem w ręku, wzajemnie przepychać się, aby zrobić zdjęcie trenera i wstawić je do tego samego komisu licząc, że może jedna gruszka z czapki wydawcy wpadnie nam do koszyka...


